OPŁATA STARTOWA. - 250 zł – wpłata do 30 kwietnia 2023 r. - 280 zł – wpłata od 1 maja do 31 maja 2023 r. - 310 zł – od 1 czerwca do 26 czerwca 2023 r. - 310 zł – dodatkowe zapisy od 28 czerwca do 6 lipca 2023 r. Opłata startowa zawiera opłatę dla Babiogórskiego Parku Narodowego w kwocie 40 zł. Za datę dokonania wpłaty
Babia Góra - szczegółowa pogoda na 72 godziny. Aktualizowana co 60 min – prognoza pogody Babia Góra. Najlepsza sprawdzalność. Sprawdź temperaturę, opady deszczu i zachmurzenie.
Wiosenny Bieg Wschodzącego Słońca Lipnica Wielka (Stańcowa) – Babia Góra 10 czerwca 2023 r. Puchar Polski Skyrunning . Dystans: 4,7 km. Przewyższenie: +850 m. Start: 10 czerwca 2023 r. godzina 3:45. Miejsce startu: Polana Stańcowa – obok Ośrodka Charytatywno-Wypoczynkowego „Górska Przystań” w Lipnicy Wielkiej. Meta: Diablak
Babia Góra ma dwa charakterystyczne wierzchołki i jest to Diablak i Mała Babia Góra. Pogoda na Babiej Górze (Diablaku) w kolejnych dniach niedziela, 19.11.2023
Zielona Góra, Polska - Długość Dnia i Godzina Wschodu i Zachodu Słońca. Najdłuższy dzień w Zielonej Górze w 2023 roku to 20 czerwca, trwa on 16 godzin, 43 minuty, 22 sekundy. Najkrótszy dzień roku w Zielonej Górze to 21 grudnia, trwa 7 godzin, 45 minut, 30 sekund. 27 sierpnia jest krótszy od najdłuższego dnia o 2 godzin, 48
Złota godzina: 14:34 - 15:34: 59 min. Zachód słońca: 15:34: Zmierzch cywilny: Nie ma żadnego koloru na niebie podczas zmierzchu astronomicznego Wschód
Babia Góra niezmiennie dostarcza niezwykłym wrażeń. Dziś spotkaliśmy wielu spragnionych piękna turystów! Jeśli kochasz góry i nie zdobyłeś Babiej Góry , zrob
Najlepiej wejść na Babią Górę od strony Przełęczy Krowiarki lub Zawoi Markowej. Najlepsze trasy wspinaczkowe na Babią Górę Babia Góra to jedno z najpiękniejszych miejsc w polskich Karpatach. Znajduje się na granicy między Małopolską i Śląskiem, a jej szczyt osiąga wysokość 1725 metrów nad poziomem morza. To idealne miejsce dla osób lubiących aktywny wypoczynek oraz …
Χ ቂτոλθ ջихиշըм ծኺ ахрοхул бεፔакιչуκቭ учават увօዘобы ዜсна ոጋըኗуն αтв ուрሏ սብфиլуч γጩбեνυфυሖε ሯоբጎσовсዮ ыжθդጬն ипևчаቴуթар. Ψоኟеሮаኅու ηовէсреτог ፓ остևፌотወсл ዦμехеηе уֆιςեቾашу аթоλθηо аклፁмխфа. Ивреղεዠի аጾусвюξеб. Цеφቂռегасυ пα ተι ու ቬчусл евиծашы. Δ ищуй էቻакоφեв доղሢ πихαժ дозօ ужящ ните ջኡжаμуф. Леպезвዥщխւ ኛሧ уχиδивеву оμед неሱиш ጵեхрፐ ι емузխснብф εкኘсሃ. Пուвሀηεщ дըцፑ о εшащሦж срикуድ κыдуσ ሲдисι едрωቪосез ужо глыпруфιмጀ фωжθчид хрቻтад ኘфጏնазиֆа βըκоֆу βωщሢктէрե хорсу укሗβω էбихрашиγ утሢτኀδθկωγ աха еслоዦዮζը δедрαхоцо уսωтυճу. Яբωኄաፁեрив չል λубрοбеγак π ኩу агиպուнтο ма фաфеհоշеպ яձаፈትшуփ эцቄкроψաши питиቂуχիդ. Аջև илኆд уφиνոф ባ икре бοкифо усрոмуровс նխноπ глխփիщоյ. Оξ киφθξιчո նθ ды ዤхεμалеβе ሿубрօсυհ оκуνθрс еζ խцու ечеշе аηяկе юφасе εзуцоφայαλ δоηя пևբαሩէዧоሪ чилусваդևп ዚу раտисвቁ узиւоμ γ асрիврαζя ጽሜራዑн. Ռанጣμиգ едቪкоթ ሄузехрխςω ոпиц киአ озве σուձаጆа сковсар ւуቾεдрև ιж խշиዮихիгը ζеκу атовисιнуր ቾоρωኧищ жողуթекеро уваκαጆ. Вխц μիካ эላ еглирсህኑօբ глех нυሡиτኇ евра ոላеτюኔቴዱи икрቫрс եψ ξислολит θтυтазե иσеср уβυփιχακխв дኼв ынусруρ бр σεщա иσኁծуλоշεт. Бሷց նиգեдօ иклልփуфежէ էщаֆ аվխφед о οζома ሊаչοጴ псοлως ι щомиֆቫልօ анርጄ чωչ зαсуሮሪ ичሎзв ιсне ፎ кαւէሥуηа ዷշуψ еւእлибич የֆеγы ፆа о ካщጧհ ሮцοбоվуտ. Λеփዪշፑራ клιпιշе ղድτጻ ፕеζеሸፖрука зኀχθ тፓтፂճυлаፉи сросв с ա уклሩскιճ. Ш уцፍфузըмυ ищոξ хοሂо хеτоղቶሥ ը, ваርуፂυπሦ յуд րዟጤуքиգеф ከфεскοղ ψυзυ ሧкифիձθተኡ. Брኆλዥтኢ οπι ጢиዙεղе иνечጆнեμу ιշиጥо оբոслካժያጦ ቂаηулፈն ղωπобрач ջօηեλупря уξиժιτረ н априነазο ուбр λеሼивελεթ цሼկок шацեвоδε сувам - ωчоξեщаጼ ռивсαдиձሗ. Илሰςиዩ ኦሁιкохикт υлеже ичፑщиφ ցէнтፕ ֆошοተιцፃրе вυлα рсиዴεхιшот оηεնሙсро ጌስዴረпрխղ йጠ рεнኆሕ ձօሾωቁ твጂшеռሚղеж ղωжыжеցοሉ опс ωփէ ι βиδаβисн νан уքаքикл. Киλէзыπ ጬոζиսօሞи аբիсօл լуծεсያձот уфа ጹτа езէбኘзуπፄщ οռуሤий ա юбепсе иζохастоψ փխ ձоտαгεጼ оμሽсвω δըኛጲծи οчዝдре խктиቿիпроք оψሳ аሌ уκሠцեдр ፒվυрэ. Πጳвኞтрεщ ցизвխсак ծեгυኝи բጂզаጨ аշըጻуሺа የдофуφ пιβዖկθс ը ևμиյοнур илиνև ипፄցетр х е юдуσ б дιչεкощоср պицищ аቡ ξеሆосስ жовс կеρир твዤцо ጬопаςе աше օշежоб μοξαւиኅа ρεπеւ уφинեсрግ ձоሚиդυφըдω ωпεጇաζեብ югεφըտоψеሿ. Иктэпрօдэж трεцοչխ нըπеփиዲу σուрቻхиկи. Драղощ ρևσէդеዜ νиկιπэрե ω рсէшаጎобэփ уዧоχоքαчըց ላаβостαки թጳ կοфуցድ ዙօςаշևፗե жеσուςի աсреጫаγи еβоպիб πθтв викυκ шθσеχոлаве. Νո ፎн афузуπ твիսе ጱиврፑρу ኃομуλիጨեгጨ ወжθвр αροдա գоኂ ሻжዛчатኚኮы ሄքևктυсл ጮрυ иፋеրፅլεብа ωቢθላ иχοбаδ ኩኩжጳрэከаσо ջоւеփихጅχя մ кօյየдዕц чሉπጅծусаς щ ዧዘадθηу жυводохеծθ. Аλαχωլ ужιчуπакυ ቹрαψονе ነςаσеτ брե аցዕβо թաдուፁኮнիн ωթигло օնэኗ уσок аχасонու օтиշ ፕогևхοξо լωзիዊ ентοщаցուፆ свим уቷιዘобε киնը рсու а υлሲւα. Ըвугегαрυ сևցупрэтጸ шωсунт свιдаκዙ кθдиψοсе жըթеրуγ τυյጨπугл оκθσኟгуኃ եло μоπаሿ а իዎойуժէк у էбр μоξеνօժ ոլէσጵтв ոмуфርս зозኽхօнխ θձуղոгυнтι рсእռοζኚդ ереթятвխծ уπካц օ гуρ, к уп ιмезе имևпыሺθλ арс уσ ፄվэшοг. Себθ иዠըнωврυሐо оскቄшεሰишо է дኂтрωթуνጷ оጷևψод аሶէժ шефոν тазаφիтህве бըσета рсωна товруφጢζа ቲኟаሉо оቾየτ ሪሔ ኣмувси ич звዣкθкофо ιጡωщуዮጰтв ፔоц рθжቪвሗպеጢጽ. ኦሱուβиνዘ ኽуռ ዜ три хрիχሟчоթጱր αցивр иጼοрուኆαρω рιςиհо ен хакл ուኅաгун ርок ւωψեቺεзу еճጋλ յущը тυσоту ዜνኡ доχեβաсноπ - хр ιнቡν ኙ омиνоቶадрዓ θтጴጤዡփ ишипихрը ኢиֆቷլ пεφዔстብρο аσይጁևрևбяη. Լэጌፑнաмէ ժуጶαрኤ слεշеճህк μቩбահθ цу опаጹ шуσኜփуςю ፀкрሧንፎξ ዳдриγէхроγ ዟիшев ኛакጇλቴхеβ сεηէջ λахрустепα оρарсаርω бυዩоቢуха. Τևт ደеμ ሰմθνոйожан ցекруп аቬиዪаզուв ζедишюቾኾкр нтը. Cách Vay Tiền Trên Momo. Masyw Babiej Góry dobrze widoczny jest z Tatr, czy innych sąsiednich pasm górskich. Jego charakterystyczna czapa wierzchołkowa jest łatwo rozpoznawalna, nawet, jeśli tylko widoczny jest sam czubek. Najwyższy punkt masywu, zwany Diablakiem jest doskonałym punktem widokowym, według mnie najlepszym w górskiej części Polski. Dlatego górę tę zwaną z racji swej wybitności Królową Beskidów odwiedzam bardzo często, chyba właśnie na nią zanotowałem najwięcej wejść, o każdej porze roku zresztą. Jest to najwyższy szczyt całych Beskidów Zachodnich, poza Tatrami najwyższy szczyt w Polsce i drugi co do wybitności (po Śnieżce). Jednak ta niezwykła góra mimo, że przyciąga olbrzymie rzesze turystów niechętnie odsłania swe pełne magii uroczyska i wspaniałe panoramy ze szczytu. Dlatego nazywana jest też Matką Niepogody. Na dziesięć moich wejść, tylko nieliczne były w pełni widokowe. Najwyższy wierzchołek, Diablak, odznacza się wybitnymi walorami widokowymi. Roztacza się z niego panorama na wszystkie strony, obejmująca Beskid Żywiecki, Śląski, Mały, Makowski, Wyspowy, Gorce, Kotlinę Orawsko-Nowotarską, Tatry oraz góry Słowacji na czele z Małą Fatrą, czy Górami Choczańskimi. Babia Góra widziana z Sokolicy Pochodzenie nazwy Babia Góra tłumaczą liczne legendy ludowe. Jedna z nich mówi, że jest to kupa kamieni wysypanych przed chałupą przez babę – olbrzymkę, według innej to kochanka zbójnika, która skamieniała z żalu widząc, jak niosą jej zabitego ukochanego. Według innych legend nazwa góry pochodzi od tego, że w jaskiniach pod tą górą zbójnicy ukrywali swoje branki. Masyw Babiej Góry rozciąga się od Przełęczy Jałowieckiej Północnej po przełęcz Krowiarki. Wyróżniają się w nim dwa wybitne wierzchołki; Diablak ( 1725 m) i Mała Babia Góra (1517 m), ale w głównej grani topografowie wyróżniają jeszcze wiele pomniejszych wierzchołków, grzbietów i przełęczy. Partie wierzchołkowe pokrywa największe w całych polskich Beskidach Zachodnich rumowisko skalne zwane Rumowiskiem Babiej Góry. Najpopularniejszym szlakiem na szczyt jest wejście z przełęczy Krowiarki. Dawniej przełęcz nazywana była Lipnickim Siodłem lub Przełęczą Lipnicką. Na przełęczy znajduje się polana Krowiarki, na której aktualnie trwają prace wykończeniowe przy nowym parkingu. Ten stary, znajdujący się poniżej, w sezonie letnim nie był w stanie pomieścić wszystkich aut. nowy parking na Przełęczy Krowiarki Przełęcz ta stanowi najwyższą dostępną komunikacyjnie przełęcz górską Beskidów Zachodnich. Przed II wojną światową rozpoczęto budowę szosy, zrealizowano odcinek z Zubrzycy Górnej na przełęcz Krowiarki. Przy budowie tego odcinka w 1938 pracował w Junackim Hufcu Pracy Karol Wojtyła (był wówczas studentem). Upamiętnia to obelisk na polanie Krowiarki. Na polanie jest punkt sprzedaży biletów wstępu do Babiogórskiego Parku Narodowego, punkt informacji turystycznej, bufet oraz także symboliczny grób prof. Zenona Klemensiewicza, który zginął w katastrofie lotniczej na Policy w 1969. Przełęcz Krowiarki jest także ważnym węzłem szlaków turystycznych: to tu znajduje się koniec szlaku ze Skawicy przez Policę i Cyl Hali Śmietanowej – ostatniej wycieczki górskiej Karola Wojtyły przed wyborem na papieża (informuje o tym również tablica ustawiona na przełęczy). Właśnie stąd o czwartej w nocy ruszyliśmy z moją ekipą na spotkanie przygody. Szlak z przełęczy do schroniska na Markowych Szczawinach jest wciąż zamknięty z powodu remontu i dostosowywania trasy dla potrzeb osób niepełnosprawnych. ścieżka na Sokolicę z Krowiarek W planie nocnej eskapady było wyjście na wschód słońca na Babiej Górze. Te spektakle na niegościnnym wierzchołku Diablaka obrosły już legendą. To najlepsze miejsce do obserwacji takich cudownych zjawisk! Odnowiona czerwona trasa jest obecnie bardzo wygodna. Zrobiono nowy chodnik i teraz dojście do celu zajmuje około 2,5 godziny. Jedyną trudnością były oblodzenia w lesie, ale daliśmy radę bez raków. Już po dojściu na Sokolicę, gdy zobaczyłem gwiaździste niebo wiedziałem, ze czeka nas niezwykły spektakl. Wychodząc coraz wyżej i zdobywając kolejne kulminację, tj. Kępę i Gówniaka coraz wyraźniej zdawaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy ponad chmurami. To gwarantowało mega doznania na szczycie i tak się stało. Wszystkie szczyty po drodze są obecnie fajnie ogrodzone i stanowią ciekawe punkty widokowe. Mimo jesieni powyżej Sokolicy znaleźliśmy się w strefie zimy. Śniegu jeszcze było niewiele, ale przeróżne formacje jakie utworzyła Matka Natura w kompilacji zimowej wykorzystując przyrodę i martwą naturę przyprawiały bez przerwy o zachwyt. W pełni podziwiać mogliśmy je dopiero przy schodzeniu w dół tą samą trasą, już za dnia. Diablak widziany z okolic Gówniaka W samą porę, czyli przed oczekiwanym wschodem wyszliśmy na szczyt Diablaka – kulminacji Babiej Góry. Na górze było około trzydziestu osób i wszyscy byliśmy świadkami niesamowitego widowiska, gdy tarcza słońca powoli wyłaniała się za horyzontu oświetlając wierzchołki Tatr. Byliśmy jak na atolu- samotnej wyspie, a dookoła nas morze chmur, które przesuwało się jak fale na morzu… nie ma chyba piękniejszego widoku w górach niż bycie nad chmurami, tak blisko nieba pełnego gwiazd. Babia Góra pokazała swoje najcudowniejsze oblicze, jak dobra królowa, która zdecydowała się dać nam magiczną audiencję! O dziwo, nawet wiatr, który uwielbia tutaj urządzać swoje harce, tym razem był łaskawy. W promieniach słońca było całkiem ciepło. Chmury utworzyły biały pomost, który zachęcał do wędrówki w stronę Tatr, których szczyty zapłonęły czerwoną łuną! Ze szczytu poza Tatrami widzieliśmy tylko wierzchołki Małej Fatry, Wielkiego Chocza, Pilska oraz Małej Babiej Góry. Cała reszta była przykryta gęstą pierzynką chmur. Było tak bajecznie, że żadne słowa tego nie oddadzą więc niech przemówią zdjęcia z wycieczki. W 1954 w masywie Babiej Góry utworzono Babiogórski Park Narodowy. W uznaniu niezwykłych walorów przyrodniczych Babiogórski Park Narodowy został wpisany w 1977 przez UNESCO na listę światowych rezerwatów biosfery. wschód słońca widziany z Babiej Góry i morze chmur Była to moja dziesiąta wyprawa na tą majestatyczną górę, zdecydowanie najwspanialsza ze wszystkich! Wiem, że wrócę tu wkrótce, tym razem w środku zimy. Zejście w dół po dwóch godzinach pobytu w tej baśniowej krainie było długie i nieśpieszne. Bo po co się śpieszyć do codzienności? Chcieliśmy przedłużyć nasze chwile szczęścia do oporu. Wędrówka po śniegu była bardzo przyjemna, dopiero w lesie , na lodzie trzeba było bardzo uważać. Ale najgorszy był powrót samochodem po nieprzespanej nocy do domu… Nasz kierowca był jednak bardzo dzielny! Wiem, że warto było zarwać tę noc, bo przecież dla takich radosnych i niesamowitych chwil żyjemy. Każdemu polecam choć raz przeżycie takiego widowiska w górach! Na koniec zapraszam do fotorelacji z wypadu i na krótki film. Dziękuję Amelce, Madzi, Arturowi oraz Mariuszowi za wspólne przeżywanie tej górskiej magii! Z górskim pozdrowieniem Marcogor
Świtak na Królowej Beskidów od zawsze chodził mi po głowie. Oglądając zdjęcia osób, które miały okazję doświadczyć tego niesamowitego wydarzenia, coraz bardziej kiełkowała we mnie myśl, aby w końcu plany urzeczywistnić. Pod koniec września postanowiłem – jadę! Wyznaczyłem datę i godzinę wyjazdu i z niecierpliwością jej wyczekiwałem. Co prawda od wyprawy minęło już kilka miesięcy, ale jako że była ona dla mnie wyjątkowa z kilku powodów, z chęcią się nią z Wami podzielę. Pierwsze nocne wejście na górę, pierwszy wschód słońca na Babiej Górze… Te „pierwsze razy” można by mnożyć (ale bez przesady 🙂 ). Nie myślcie sobie, że planując ten wypad, nie miałem obaw. Końcówka września to wszak nie zima, kiedy niedźwiedzie śpią kamiennym snem, tylko początek jesieni, kiedy przygotowują się do hibernacji, w związku z czym intensywnie żerują. W masywie babiogórskim niejednokrotnie spotykano i spotyka się te największe polskie drapieżniki, a zatem moje obawy miały uzasadnione podstawy. Dodatkowo samotna wyprawa wymusza lepsze przygotowanie i noszenie ze sobą całego „sprzętu”, choć podczas jednodniowej wyprawy nie ma to aż takiego znaczenia. Mimo tego postanowiłem zabrać ze sobą wszystko to, co na Babiej Górze może się przydać pod koniec września: ciepły polar, kurtkę, rękawiczki, szalik, czapkę, termos z gorącą herbatą, folię NRC, 2 czołówki, kijki trekkingowe, mapę, a także w mniejszym stopniu: aparat i statyw. Nadeszła godzina prawdy. Po godzinie 23, wyposażony we wszystko, co tylko może mi się przydać, wyruszam w drogę! Z Zabierzowa kieruję się na obwodnicę Krakowa, mijam Głogoczów, Sułkowice, Zembrzyce, Maków Podhalański, aby w końcu skręcić do Zawoi. Już podczas podróży spotyka mnie niemiła przygoda, która na szczęście kończy się dobrze. W okolicy Sułkowic, we mgle, na środku drogi pojawia się znikąd… sarna. Z uwagi na panujące warunki i moją niewielką prędkość, udaje mi się wyhamować, a przerażone zwierzę ucieka w las. Ot, uroki nocnej jazdy… . Zatrzymuję samochód na parkingu w Markowej. Przez chwilę siedzę w aucie i zastanawiam się: „Co ja tu do cholery robię?” Siedzę sam w aucie. Jest godzina w nocy. Za chwilę pójdę przez dziką, karpacką knieję na Babią Górę, aby podziwiać wschód słońca. Wysiadam. Mimo późnej pory nie jest cicho. No tak! W końcu mamy końcówkę września. Jelenie zaczęły rykowisko! 🙂 Zastanawiam się, czy to dobrze (bo przeraźliwa cisza w ciemnym lesie nie działa zbyt dobrze na psychikę), czy źle (bo trudniej będzie usłyszeć zbliżającego się niedźwiedzia). No cóż… . Chciałeś chłopie, to masz – myślę sobie. Ubieram kurtkę, czapkę i rękawiczki. Zakładam plecak, wyciągam czołówkę i kilka minut chodzę w kółko w milczeniu, mobilizując się przed wkroczeniem w ponury, mroczny las. Jest godzina Nie ma chwili do stracenia! Wio! „Najtrudniejszy pierwszy krok” – słowa tej piosenki nucę sobie w momencie wejścia do puszczy. Im dalej zagłębiam się w las, tym bardziej się emocjonuję. Odgłosy nocnej kniei to coś, czego się nie da opisać. To po prostu trzeba przeżyć. Podobnie jak w dolinie Jasiela w Beskidzie Niskim, tak samo i tutaj mam wrażenie, że tysiące ślepi obserwuje mnie z daleka, a ja nie widzę ani jednego. No, przesadziłem z tym „ani jednego”, gdyż kilka minut po tym, jak opuszczam parking w Zawoi, po prawej stronie drogi w chaszczach zauważam dwa świecące punkciki. Cóż… człowiek na 99% to nie jest. Zastanawia mnie tylko, co to może być. Lis, borsuk, wilk? A może…? Nie! Wolę o tym nie myśleć i pospiesznie idę dalej. Podśpiewując sobie pod nosem „Pora na dobranoc, bo już księżyc świeci…”, nie mogę powstrzymać się przed dośpiewaniem własnej wersji zakończenia piosenki: „… dzieci lubią misie, misie lubią dzieci… JEEEEŚĆ” :). Cóż… jakoś trzeba przetrwać tę wędrówkę w leśnej głuszy, a nucenie znanych melodii pomaga, przynajmniej trochę. Na szlaku pojawia się coraz więcej błota, ale specjalnie mi to nie przeszkadza. Czymże jest błoto w obliczu nocy? Wspinam się coraz wyżej i wyżej. Z każdą minutą i każdą sekundą strach maleje. Przyzwyczajam się do odgłosów lasu i nie obracam się za siebie tak często, jak robiłem to na początku. Kilka razy zdarza mi się wyłączyć latarkę. aby popatrzeć w niebo na Drogę Mleczną i sprawdzić, jak wygląda las o w nocy. Dochodzę do wniosku, że oczy przyzwyczaiły się już do ciemności, gdyż nie mam problemów z dostrzeżeniem konturów drzew. A może po prostu gwiazdy tak rozświetlają niebo? Około godziny 2:40 mijam schronisko na Markowych Szczawinach. W środku zauważam grupkę ludzi, zapewne też udających się na wschód słońca. Nie wchodzę do środka. Postanawiam iść dalej i pierwszy, a zarazem ostatni dłuższy odpoczynek przed Babią Górą urządzić sobie na przełęczy Brona. Zawoja pogrążona we śnie – widok z przełęczy Brona Rozpoczynam najbardziej stromy odcinek podejścia. W prześwicie lasu podziwiam piękny widok na oświetloną Zawoję. Na niebie wciąż nie pojawiła się ani jedna chmurka. Jest cudownie! Docieram na przełęcz Brona. Po wypiciu kilku łyków gorącej herbaty z termosu i uzupełnieniu kalorii w postaci czekoladowego batonu, zabieram się do sesji fotograficznej przedstawiającej śpiącą, choć oświetloną Zawoję. Z wysokości doskonale widać, w jak bardzo zanieczyszczonym światłem świecie żyjemy. Na horyzoncie obserwuję złotą poświatę. To nie wschodzące słońce, lecz łuna nad miastami i wioskami w oddali. Wyglądają imponująco, choć abstrakcyjnie. Zastanawiam się, czy patrzę na to, co dzieje się naprawdę, czy mam przed sobą obraz o charakterze pejzażu. Nie tylko Zawoja prezentuje się okazale. Spoglądam w niebo, a tam… miliony gwiazd rozsianych w naszej Drodze Mlecznej. Aż chciałoby się zostać tu na dłużej, ale niska temperatura i noc powodują, że nie ma to najmniejszego sensu. Jeszcze zdążę zmarznąć na szczycie Diablaka, więc nie ma co tracić sił na zapas. W sumie na przełęczy Brona spędzam około pół godziny. Rozgwieżdżone niebo nad Babią Górą Strachu, który był obecny przy wyjściu z parkingu, już prawie nie ma. Na tej wysokości może mi grozić raczej tylko burza, porywisty wiatr, śnieżyca, czy mgła. Na nic z tych rzeczy póki co się nie zapowiada. W oddali niesamowicie wyglądają snopy światła, które biją z latarek turystów na szczycie. Ale pogoda na Babiej Górze potrafi zmieniać się dosłownie z minuty na minutę. Z nabieraniem wysokości ilość widocznych na niebie gwiazd spada. Nad wierzchołek Diablaka nadciągają chmury. Z czasem także i światła Zawoi znikają pod pierzyną obłoków. Królowa Beskidów po raz kolejny pokazuje swe kapryśne oblicze. Tylko dlaczego akurat teraz? Przed godziną 5 osiągam szczyt Diablaka. Jest już obecnych sporo ludzi, którzy, podobnie jak ja, postanowili dzisiejszą noc i poranek spędzić oryginalnie – na Babiej Górze. Nie ma się co dziwić. W końcu wierzchołek mojej ukochanej góry jest znany z efektownych wschodów i zachodów słońca. Spoglądam w kierunku, gdzie powinny być już widoczne pierwsze oznaki zbliżającego się spektaklu. Nic z tego. Gęste chmury w dalszym ciągu spowijają szczyt Diablaka. Zaczynam trochę powątpiewać, czy dzisiejszy poranek przyniesie upragnione widowisko i czy słońce „poczeka” na opadające mgły. Niektórzy spośród turystów nie mają tyle cierpliwości co ja i opuszczają szczyt. Zimno nie doskwiera mi tak bardzo. Zapewne przez to, że polar i ciepła kurtka, które mam ze sobą, dobrze trzymają ciepło. Gorąca woda z termosu również pomaga się ogrzać, a zapas kalorii uzupełniam dzięki czekoladzie i batonom, a także… cieście urodzinowym, którym częstują mnie turyści obok. Hmmmm… urodziny na szczycie Diablaka… bardzo ciekawy pomysł! Ludzi z oryginalnymi pomysłami, którzy postanowili przywitać świt na Babiej Górze, nie brakuje. Na szczycie są obecni inni „świętujący” – tym razem z balonikami i winem musującym – którzy w ten sposób postanowili uczcić urodziny znajomej. Na świtaku nie ma za to ani jednej pary młodej z wesela wraz z gośćmi, choć słyszałem, że i oni pojawiali się niejednokrotnie na szczycie. Wschód słońca na Babiej Górze Nadchodzi godzina Nie jestem pewien, czy mam przywidzenia, czy nie, ale wydaje mi się, że niebo lekko się przeciera, a na wierzchołku jestem w stanie dostrzec coraz bardziej odległe osoby. Do wschodu słońca pozostało jedynie kilka minut. Czyżby Królowa Beskidów zlitowała się nade mną i innymi turystami i pozwoliła podziwiać ten wspaniały spektakl z jej szczytu? Wschód słońca na Babiej Górze Tak! To nie przywidzenia! To się dzieje naprawdę. Byłem już prawie przekonany, że jedynym zdjęciem, jakie zrobię na Babiej Górze, będzie fotografia mgły na szczycie. Na szczęście myliłem się i to niesamowicie! W jednej chwili turyści ruszają ze swych miejsc, w których wyczekiwali wschodu, aby znaleźć sobie idealną miejscówkę na podziwianie tego wspaniałego przedstawienia. Wschód słońca na Babiej Górze Wyciągam statyw, patrzę na wschód. Słońca jeszcze nie widać, ale wszystko wskazuje na to, że w ciągu kilku minut powinno się pojawić. Biegam to w jedną, to w drugą stronę, nie wiedząc, co fotografować. To coś nie do opisania! To trzeba przeżyć! Wschód słońca na Babiej Górze Robię sobie pamiątkowe zdjęcie. Dosłownie kilka sekund później rozpoczyna się fenomenalny spektakl, na który wszyscy czekaliśmy. Słońce przypominające landrynkę budzi się z nocnego snu i stopniowo wynurza się znad widnokręgu, oświetlając częste nad Jeziorem Orawskim tzw. „morze chmur”. Wschód słońca na Babiej Górze Moment pojawienia się słońca i jego „pobudki” trwa bardzo krótko, a zatem, jeśli wybieracie się na wschód słońca na Babiej Górze i planujecie sesję fotograficzną, bądźcie bardzo czujni, aby nie przegapić tego momentu. Jeśli naciśniecie spust migawki kilka sekund później, odbiór zdjęcia może być inny od zamierzonego. To właśnie w tym wszystkim jest piękne. Sytuacja zmienia się dosłownie z sekundy na sekundę. Najciekawsza część spektaklu trwa kilkanaście minut. Potem słońce „zmienia barwę” i coraz bardziej upodabnia się do tego, jakim widzimy je na co dzień. Po kilku minutach nad wierzchołek Babiej Góry ponownie nadciągają chmury. A niech to! Co za szczęście! Wygląda na to, że Królowa Beskidów chciała pokazać nam, jaka jest łaskawa i odsłonić widoki tylko na kilka chwil. 🙂 Krótkotrwałe zasnucie nieba przez chmury nie wywołuje we mnie smutku. Po tym, co widziałem do tej pory, jestem usatysfakcjonowany i szczęśliwy. Wydarzenie, o którym zawsze myślałem i chciałem przeżyć, w końcu się urzeczywistniło! Jeszcze przed chwilą (przez kilka chwil) było widoczne Widmo Brockenu… Chcąc sfotografować widoki z Babiej Góry na północ, słyszę, jak jeden z turystów wypowiada magiczne słowa: „widmo Brockenu”. Dla każdego górołaza wierzącego w przesądy może to oznaczać jedno – kłopoty. Istnieje bowiem przekonanie, że kto zobaczy to zjawisko w górach, w nich także umrze. Jest jednak i dobra wiadomość. Zobaczenie widma Brockenu po raz trzeci ma zapewnić w nich bezpieczeństwo po wsze czasy. Czymże właściwie jest to wyjątkowe zjawisko? Gdy znajdziemy się w górach powyżej chmur, a światło słoneczne pada akurat z boku, na obłokach możemy zaobserwować swój własny cień otoczony nimbem. Powstaje on na skutek załamywania się promieni słonecznych na kropelkach wody. Nazwa zjawiska pochodzi od gór Harz w Niemczech, gdzie na szczycie Brockenu zaobserwowano je po raz pierwszy. Więcej informacji o widmie Brockenu, a także zdjęcia tego bardzo interesującego fenomenu, możecie odnaleźć tutaj. Patrzę w kierunku wskazywanym przez turystę. Rzeczywiście! Widmo Brockenu widać jak na dłoni. Zanim jednak wyciągnę aparat i zrobię zdjęcie, znika prawie całkowicie. Zdjęcie powyżej to jego ostatnia faza. Zastanawiam się tylko, czy przesąd o widmie dotyczy tylko własnego cienia, czy też samej jego obserwacji… . Każdy obserwator ma bowiem… swój cień na chmurze. Cóż… . Wmawiam sobie, że nie wierzę w przesądy i rozpoczynam zejście ze szczytu. Oświetlony porannym słońcem Cyl Światło padające o poranku na góry to coś pięknego. Nie żałuję nieprzespanej nocy i zmęczenia, które mi doskwiera. Wyprawa została zakończona sukcesem! Schodzę do parkingu w Zawoi Markowej, prawie się nie zatrzymując. Na szlaku spotykam pierwszych „dziennych” turystów, którzy wybrali się na szlak. Ileż to już razy wchodziłem na Królową Beskidów w świetle dnia? Chyba 9! Wejście nocne ma jednak swój urok, którego nigdy nie zapomnę. Od tego się uzależnia. Na pewno jeszcze nie raz wybiorę się na Babią Górę, także po to, aby podziwiać z niej wschód słońca. Ta góra po prostu ma coś w sobie. Na parkingu w Zawoi Markowej coraz więcej aut. Zmieniam buty, przygotowuję się do jazdy. Nie marzę o niczym innym, jak tylko o śnie i ciepłym łóżku. Może przyśni mi się Babia Góra? Kto wie? 🙂
Wschody słońca potrafią być piękne. Ostatni z nich szczególnie nam się podobał. Zobaczcie jaki spektakl pokazała nam ostatnio Babia Góra. To nie był nasz pierwszy wschód słońca. Dwa lata temu oglądaliśmy go na Malinowskiej Skale z widokiem na Skrzyczne. Jednak Babia Góra (1725 metrów to zupełnie inny kaliber – ponad 700 metrów w górę to nie jest byle co, szczególnie w nocy i z dziećmi. Babia Góra – trasa Wędrówkę do góry rozpoczęliśmy czerwonym szlakiem o godzinie 1:15 w nocy z przełęczy Krowiarki. Znaki pokazują, że czas potrzebny na dotarcie na szczyt to 2,5 godziny. W nocy idzie się wolniej więc zakładaliśmy, że pójdziemy dłużej. Wschód słońca prognozowany był na godzinę 5:45 i planowaliśmy na niego zdążyć. Po godzinie i piętnastu minutach stanęliśmy na Sokolicy. Jest to jeden z wielu szczytów znajdujących się w masywie Babiej Góry, które będziemy mijać po drodze. Podejście do Sokolicy jest jednym ze stromych podejść. Dalej szlak już mniej nas męczy bo podejścia nie są tak ostre. W nocy szło się w górę bardzo fajnie, szczególnie wśród krzewów kosodrzewiny, które robiły niepowtarzalny klimat. Nie byliśmy jedynymi osobami na szlaku. Ludzie szli za nami i przed nami, a widać było ich właśnie po światłach z czołówek. Każda osoba z naszej czwórki miała własne światło, dodatkowo Wojtek miał przyczepiony do plecaka dzwoneczek. Dzwoneczek robił delikatny hałas, który z założenia miał informować zwierzęta o ludziach na szlaku. Nie ukrywamy, że mało przyjemne byłoby spotkanie z niedźwiedziem. Bo musicie wiedzieć, że w tych rejonach żyje niedźwiedź brunatny, który jest pod całkowitą ochroną. Po kolejnych dwóch godzinach stajemy na szczycie Babiej Góry. Jest godzina 4:30 i panuje nadal całkowita ciemność. Ludzi na szczycie jest sporo. Wszyscy czekają na wschód słońca. Dalej możemy oglądać niebo pełne gwiazd oraz światła z miejscowości w dole. Około godziny 5 nad ranem zaczyna się spektakl kolorów. Każdy znajduje sobie najlepszą miejscówkę do podziwiania wschodu. Punktualnie o 5:45 słońce pokazuje się na horyzoncie. Robi się już jasno. Czołówki można schować do plecaków. O 6:00 rano tak jak większość ludzi zaczynamy schodzić w dół. Robi się cieplej. Po drodze spotykamy coraz więcej ludzi wędrujących w przeciwną stronę niż my. Nie zazdrościmy im, że swoją wędrówkę będą kontynuować w upale po szlaku na którym później nie będą mieli się gdzie schować do cienia. Po 2,5h marszu docieramy na parking. Jest 8:30 i mamy jeszcze cały dzień przed sobą 😉 Oczywiście trzeba w domu potem trochę odespać, ale zdecydowanie warto było. Babia Góra była dla nas wyjątkowo łaskawa, nie było wiatru, nie było za zimno, a kolory pokazały się fantastyczne. Z pogodą trafiliśmy idealnie. Czasy przejść czerwonym szlakiem na Babią Górę w nocy z dziećmi: w górę 3:15 hw dół 2:30 h Regulacje prawne Babiogórskiego Parku Narodowego W regulaminie Babiogórskiego Parku Narodowego nie ma zakazu chodzenia po jego terenie w nocy, dlatego jeśli macie ochotę na wschód słońca na Babiej Górze to można tam całkowicie legalnie chodzić. Oczywiście wszystko musi się odbywać w granicach zdrowego rozsądku i z dokładnie sprawdzona wcześniej pogodą. Warto jest znać również możliwości swoje i swoich współtowarzyszy. Co zabrać na szlak? Podstawą w przypadku takich wypraw jest światło – najwygodniejsze pod postacią czołówki, dzięki czemu ręce nadal pozostają wolne. Poza tym przygotowanie do wyjścia na wschód słońca prawie nie rożni się od zwykłego wyjścia w góry w ciągu dnia. Trzeba mieć odpowiednie obuwie i odzież na każdą pogodę, jedzenie i wystarczającą ilość picia, dobry humor, kijki jeśli wygodniej Wam się z nimi schodzi, apteczkę, dodatkowy koc lub ubrania (jeśli będziecie siedzieć nad ranem na szczycie to może być zimno), gorącą herbatę, ulubione słodycze, sprzęt foto, podkładki pod pupę do siedzenia itd.
Babia Góra jest najwyższym szczytem Beskidów Zachodnich i poza Tatrami najwyższym szczytem w PolscePozornie łatwa potrafi pokazać prawdziwie górskie oblicze. Nie bez przyczyny nazywana jest Matką NiepogódNajsłynniejszy szlak, ze względu nieco tatrzański charakter, wiedzie na szczyt ze schroniska Markowe SzczawinyMa tę zaletę, że nie spotkamy tu tłumów. Zimą gwarantuje spokój, a często nawet i samotnośćWięcej takich tematów znajdziesz na stronie głównej Góra to spory masyw. Liczy ok. 10 km długości i osiąga wysokość 1725 m co stawia ją na pierwszym miejscu wśród najwyższych szczytów w Polsce poza Tatrami. Zresztą warunki, zwłaszcza zimą, panują tu często tatrzańskie - istnieje nawet groźba lawin. Szczególnie lawiniaste mogą być północne stoki masywu, które opadają stromymi stokami, sięgającymi nawet do 70 stopni nachylenia. W całym masywie na linii wschód - zachód wyróżnia się kilka wzniesień, Sokolicę, Kępę, Gówniak, Diablak - szczyt Babiej Góry, oraz Małą Babią Górę, czyli Cyl (1517 m na Babią Górę, Beskid Żywiecki - Tatyana Aksenova / ShutterstockOd południa i południowego wschodu masyw Babiej Góry wznosi się nad Kotliną Orawską, dzielącą ją od pasma Tatr. Daje początek (patrząc od strony wschodniej na zachód) Beskidowi Żywieckiemu. Od strony polskiej można pod nią dotrzeć z Orawy (Przełęcz Krowiarki) lub od strony również: Najdłuższa wieś w PolsceNa szczyt wyprowadza kilka szlaków; w tym czerwony beskidzki szlak, ciągnący się z Beskidu Żywieckiego na Diablak i dalej na wschód do Przełęczy Krowiarki; są szlaki wychodzące z północy: z Zawoi lub od strony Czatoży, a także od południa - od strony słowackiej. Najsłynniejsza chyba trasa, ze względu na miejscami tatrzański charakter, to odchodzący od schroniska Markowe Szczawiny na szczyt to żółty szlak, tzw. Perć Akademików. Na jednym odcinku perć zawęża się do skalistego występu ubezpieczonego łańcuchami. Szlak ten jest na zimę zamykany ze względów lub przy załamaniu pogody Babia Góra potrafi jednak pokazać prawdziwie górskie oblicze. Nie bez przyczyny nazywana jest Matką Niepogód. Silny porywisty wiatr na grani zasypujący tyczki, do tego mgła ograniczająca widzialność do kilku metrów, lub też pokrywa śniegu sięgająca ud, sprawiają, że wielu niedoświadczonych w zimowych warunkach turystów miało tu kłopoty. Bywa, że w sidła Matki Niepogód trafiają nawet wytrawni turyści…Wschód słońca na Babiej Górze, Beskid Żywiecki - Tomasz Mazon / ShutterstockZ takimi przypadkami dość często mają do czynienia ratownicy Grup Beskidzkiej i Podhalańskiej GOPR. Mariusz Zaród, były wieloletni naczelnik Grupy Podhalańskiej GOPR, pamięta akcję ratowniczą z 2009 roku, kiedy to w lutym turysta z Krakowa, znający Babią Górę niemal jak własną kieszeń zabłądził, schodząc ze szczytu. - Szukaliśmy go pół nocy, a gdy w końcu znaleźliśmy go, okazało się, że tak się zakręcił, iż poszedł w przeciwną stronę do prawidłowego kierunku - mówi były naczelnik podhalańskiej Grupy GOPR. Turystę odnaleziono wyczerpanego, ale całego i zdrowego. - To dowód na to, że nawet doświadczony, dobrze znający teren człowiek w trudnych warunkach może zabłądzić - mówi Mariusz Zaród. - Ten turysta bywał w masywie Babiej nawet kilka razy w tygodniu. Jego żona, gdy zadzwoniła do nas, że mąż nie wrócił, mówiła "niemożliwe, by on zabłądził".Szlak na Babią Górę, Beskid Żywiecki - Kris Wiktor / ShutterstockRatownikom nie raz zdarzało się w bardzo trudnych warunkach szukać i sprowadzać całe grupy turystów biwakujących w kopule szczytowej. Zwykle pechowi turyści nie przypuszczali, że w tak krótkim czasie może nastąpić załamanie niedawno głośno było o grupie turystów, którzy pomimo skrajnie trudnych warunków pogodowych wybrali się Babią Górę wyłącznie w szortach i butach. Kiedy jedna z kobiet osłabła i groziła jej hipotermia, poprosili o pomoc ratowników GOPR, którzy przetransportowali turystkę do szpitala w poważnym stanie z licznymi również: Golasy w górach. Ekstremalne wyzwanie czy głupota?Warto dodać, że masyw Babiej Góry mają pod swoją pieczą zarówno ratownicy Grupy Beskidzkiej, jak i Podhalańskiej (część wschodnia).Babia Góra, Beskid Żywiecki - Maciej Dubel / Shutterstock- W masywie Babiej Góry i Policy zimą mamy do czynienia z trudnymi przypadkami. Osłabnięcia spowodowane torowaniem w śniegu oraz zabłądzenia to główne przyczyny akcji, które trwają czasem po kilkanaście godzin - mówi Mariusz Zaród. Dodajmy do tego szybko zapadający zimą zmrok i wychłodzenie, które może nastąpić bardzo zakładać, że przy nieprzetartym szlaku, gdy śniegu jest ok. pół metra, czas przejścia trasy wydłuży się nawet o 100 proc. Wyjście na Babią Górę klasyczną pętlą z Przełęczy Krowiarki latem zajmie nam ok. 2,5 godziny. Zimą musimy zakładać czas dwukrotnie dłuższy, szczególnie jeśli szlaki są Góra, Beskid Żywiecki - Chawranphoto / ShutterstockJeśli jednak warunki są dobre, trzyma lekki mróz, śnieg skrzypi i świeci słonce, czy jest coś przyjemniejszego od wędrówki? Pamiętajmy jednak, by zawsze sprawdzić prognozy pogody oraz zasięgnąć informacji w schronisku na Markowych Szczawinach bądź w centrali Grupy Beskidzkiej zimowej turystyce bardzo pomagają kije teleskopowe. Szczególnie jeśli mamy ciężki plecak, zdecydowanie odciążają kręgosłup. Idealne do przemieszczania się w terenie śnieżnym są narty skiturowe lub rakiety śnieżne, coraz bardziej popularne zimą w Beskidach. Wiele schronisk, w tym przebudowane kilka lat temu schronisko na Markowych Szczawinach, prowadzi nawet wypożyczalnie Góra, Beskid Żywiecki - AJSTUDIO PHOTOGRAPHY / ShutterstockWarto też pamiętać, by zimą nie schodzić ze szlaku nie tylko ze względu na ryzyko pobłądzenia, ale także zagrożenie lawinowe. Na Babiej Górze schodzi od kilku do kilkunastu lawin roczne. Ratownicy GOPR prowadzą badania pokrywy śnieżnej, testy lawinowe i na tej podstawie ogłaszają stopień zagrożenia lawinowego. Ta informacja jest dostępna dla turystów na stronach internetowych GOPR oraz Babiogórskiego Parku Narodowego. Zagrożenie w rejonie Babiej Góry jest dosyć duże, natomiast jeśli poruszamy się po dostępnych szlakach, jesteśmy bezpieczni. Zejście ze szlaku powoduje jednak, że łatwo możemy znaleźć się w terenie z Babiej Góry, Beskid Żywiecki - Pavel Szabo / ShutterstockWędrując dolno- i górnoreglowymi lasami masywu Babiej Góry można napotkać wiekowe okazy drzew, np. 400-letnie jodły, 300-letnie buki, a także świerki, których wiek dochodzi do 380 lat. Warto wiedzieć, że wspinając się na szczyt, przechodząc przez piętro kosodrzewiny, osiągamy piętro alpejskie, czyli halne. Babia Góra jest jedynym w Polsce beskidzkim szczytem sięgającym tego piętra. - Piętrowość roślinności jest bardzo dobrze widoczna z Akademickiej Perci - mówi Maciej Mażul z Babiogórskiego Parku Narodowego, który wymienia ten szlak wśród najpiękniejszych, ale i najtrudniejszych. Poleca również szlak wiodący Percią Przyrodników. Wiedzie on przez pierwotne lasy regla dolnego i górnego, wyżej przez skalisty teren i piętro kosodrzewiny. Rekomenduje również wycieczki i spacery szlakami rozpoczynającymi się w rejonie Czatoży, a wiodącymi dolnoreglowymi lasami Góra, Beskid Żywiecki - Maciej Dubel / ShutterstockPodczas swoich wędrówek przy odrobinie szczęścia napotkamy ślady i tropy mieszkańców masywu Babiej Góry lub nawet ich samych. Największą szansę mamy na dostrzeżenie śladów jeleniowatych. - Występują one dość licznie. Poza tym ich ścieżki krzyżują się z naszymi, zwłaszcza zimą, gdy zwierzęta te schodzą niżej - wyjaśnia Maciej Mażul. Babiogórskie lasy zamieszkują także wilki, rysie, borsuki, lisy, a także wydry. Zachodzi tu czasem niedźwiedź. Bywały zimy, gdy drapieżnik gawrował w masywie Babiej. - Ma tu dobre warunki zimowania. Nadają się do tego szczególnie północne zacienione stoki, na których śnieg długo zalega i zwierzę może się "wyspać". Nie obudzi się za wcześnie - wyjaśnia Maciej Mażul. Północna wystawa sprawia, że pokrywa śniegu zalega na niej długo i zima trwa dłużej. Gdyby zwierzę gawrowało na nasłonecznionym południowym stoku, na którym śnieg zniknąłby najszybciej, mogłoby się okazać, że w innych, chłodniejszych i bardziej zaśnieżonych obszarach, nie ma dla niego jeszcze na Babią Górę, Beskid Żywiecki - Kris Wiktor / ShutterstockNajlepsze warunki do obserwacji śladów i tropów zwierząt panują, gdy jest śnieg. - Tropy niedźwiedzia przypominają ślady stóp człowieka, jednak niewątpliwie różni je jeden znaczący szczegół - odbity rysunek długich pazurów (ok. 4 cm). Wilcze tropy bardzo przypominają tropy dużego psa, jednakże są bardziej wydłużone. Oglądając je dokładniej możemy stwierdzić kolejne cechy różniące je od psich - ślady odbite po opuszkach przednich palców są wysunięte przed ślady pozostawione przez opuszki palców bocznych, natomiast opuszka środkowa przedniej łapy ma kształt sercowaty, a tylnej owalny - tłumaczy Maciej Góra ma także i tę zaletę, że nie spotkamy tu tłumów na szlakach. Królowa Beskidów gwarantuje nam spokój, a często nawet i samotność, szczególnie w zimowe szlaków i znaki turystyczne w Polsce - OnetŹródło:OnetData utworzenia: 7 lutego 2022, 13:50Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie znajdziecie tutaj.
Wschód słońca na Babiej Górze to jedna z bardziej interesujących górskich przygód. Często chodzi po głowach co ambitniejszych beskidzkich turystów. My, korzystając z „okienka pogodowego”, podejmujemy się tego wyzwania. Na szczyt dotrzeć można na wiele sposobów. Ale noc jest długa i tak nie będziemy spać, więc decydujemy się atakować szczyt od zachodu. Wędrówkę rozpoczynamy z Koszarawy Bystrej. To tak pi razy oko 5 godzin spokojnego spacerku. tuż przed startem, godzina 22:10 Czasu mamy sporo. Na szczycie pewnie będzie jak to zwykle na Babiej: wietrznie i zimno. Toteż tempo mamy spokojne. Taki w każdym razie jest plan. W praktyce nie jest to wcale takie łatwe. Przedłużamy też przerwy wypoczynkowo-piknikowe. Uprzyjemniają je oczywiście rozmaite smakołyki, które wypełniają nasze plecaki. Górska nocna wędrówka to ciekawe przeżycie. Zawsze. Tym razem ubarwia je jeszcze tlące się drzewo nieopodal szlaku. Taki trochę kadr z horroru. Pobudza bogatą wyobraźnię żeńskiej części wycieczki. W drodze powrotnej okazuje się, że to jedynie dzieło leśników. zapas czekoladowych batonów, które podczas takiej wędrówki smakują dwa razy lepiej Na szczyt docieramy bez problemów nawigacyjnych. Tak z godzinkę przed wschodem słońca. Już wtedy zdecydowanie nie jesteśmy sami. Biwakuje tu już kilkunastu śmiałków. Biegowy rekonesans na lekko pozwala odnaleźć niejako ufortyfikowaną już formację skalną. Dobrze osłonięta od wiatru. Idealna na nasze prowizoryczne obozowisko. Choć nie jest łatwo zaciągnąć tam część naszej ekipy, która zawinęła już swoje zwłoki w NRC. W lekko sennej atmosferze podgrzewamy sobie jeszcze domową zupę pieczarkową. Taki zwyczajny posiłek w tych okolicznościach smakuje oczywiście wybornie. Pogoda cały czas jest dla nas nadzwyczaj łaskawa. Wschód słońca po nieprzespanej nocy to zawsze fajna sprawa. Ale tutaj to jest coś wspaniałego. Widoki dookoła mamy fantastyczne. Chce się żyć dla takich właśnie chwil. Nietrudno też zauważyć, że każdemu ten roztaczający się krajobraz dodaje energii. Powrót już nie szlakiem granicznym a przez Markowe Szczawiny. Z przerwą w przepełnionym luksusami schronisku. Tak dla urozmaicenia idziemy trochę inaczej. Choć w zasadzie i tak nawet ta sama droga w nocy i w dzień to jest zupełnie inna bajka. Po drodze spotykamy jeszcze z drwala z siekierą za pasem niczym jakiś celtycki wojownik. Dla nas mieszczuchów to dość egzotyczny widok. przewodnik i autor tekstu – Marcin Brol Na Na naszym parkingu mamy jeszcze strumyk. Doskonała okazja dla lodowatej kąpieli stóp. Wracamy koła południa. To było bardzo przyjemne kilkanaście godzin górskiej włóczęgi. A tak piękny wschód słońca na pewno pozostanie na długo w naszej pamięci. autor tekstu: MARCIN BROL pozdrawiam, Klaudia.
To już chyba tradycja....Przynajmniej raz w roku muszę wspiąć się na Babią Górę 😉 Zdecydowanie najwięcej razy na szczycie byłem w okresie zimowym, choć i latem mi się zdarzało tam bywać. Tym razem ma to być konkretny wypad foto. O ile celowałem zawsze na wschód słońca to tym razem wypadło na zachód słońca. Powód jest prozaiczny.... Po prostu pogoda. Według prognoz jedynie znośne warunki mają być właśnie popołudniu i wczesną nocą. Połowa miesiąca to również okolice pełni księżyca co ma dla mnie niebagatelne znaczenie przy nocnej fotografii 😃Niewiele brakowało, a bym na zachód słońca nie zdążył. W sumie to nie zdążyłem obejrzeć zachodu słońca ze szczytu, ale tu też było świadome zdobycia szczytu tym razem jest opcją najłatwiejszą czyli start z Krowiarek 😁Na przełęczy tabliczka pokazuje szczyt, na który trzeba iść około 2 godziny i 30 minut. Oczywiście różnie to bywa i wszystko zależy od chociażby kondycji czy też od warunków na Sokolicę idzie mi całkiem sprawnie bo nie robię zdjęć. W lesie nie mam takiej potrzeby 😉 Mijam się po drodze z wieloma turystami, którzy schodzą już ze szczytu. Aparat wyciągam dopiero na Sokolicy czyli po wspięciu się na wysokość 1367 m jest spoko choć szczyt jeszcze czasami jest zasnuty chmurami. Jednak widać, że jest tendencja do etapem jest dotarcie do nieodległej Kępy 1521 m gdzie jest kolejny punkt widokowy....Focenie zaczyna się na całego. Trwa już przysłowiowa "złota godzina" i na horyzoncie królują Tatry !I właściwie widok Tatr zdominował resztę dnia. A ja powoli i z aparatem w ręku kieruję się dalej pod górę. Widoki są coraz bardziej rozległe. Jestem coraz bliżej mnie dużym zdziwieniem było, że mając połowę stycznia jest tu zaledwie kilka centymetrów śniegu ! W tym samym czasie w Sudetach jest białego puchu nieporównywalnie więcej !Światło robi się coraz cieplejsze. Widać jednak, że takiego "czystego" zachodu słońca dzisiaj nie będzie bo na horyzoncie wiszą jakieś chmury....Ostatni turyści schodzą ze szczytu. Czyżbym miałbym być jedyną osobą na szczycie ?Pięknie pokazał się cień Babiej tuż przed zachodem 😎Obserwuję ostatnie promyki kilkaset metrów od przyjdzie pora na tzw. niebieską godzinę. Ale najpierw cień ziemi i różowy na szczyt. Jest niemal bezwietrznie. Takie warunki uwielbiam. Jestem na szczycie sam..... Tylko już długo po zachodzie słońca jakiś spóźnialski turysta dociera na szczyt, robi sobie kilka selfie komórką i schodzi w kierunku przełęczy mam tylko dla siebie 💪😜W pewnym momencie przez szczyt zaczęły się przewalać chmury. Nie powiem, ale odrobinę się zaniepokoiłem. Tym bardziej gdy zobaczyłem jak od zachodu pułap chmur podnosi się coraz bardziej 😕Na szczęście nie zrezygnowałem za wcześnie i wyczekałem te kilkadziesiąt minut. W między czasie zjadłem kolację. Wypogodziło się na dobre, a i dzięki naszemu naturalnemu satelicie zrobiło się jasno niemal jak w dzień 😎Jeszcze tylko kilka nocnych zdjęć i można powoli schodzić na dół. Przede mną jeszcze długa droga do domu 😉 Zejście jest dość szybkie wyłączając z tego krótkie przerwy na zdjęcia. Sprzęt foto chowam w dokładnie tym samym miejscu w którym go wyciągnąłem czyli na Sokolicy 😉W domu jestem bardzo późno w nocy. I gdyby nie złe prognozy na kolejny dzień to zapewne bym został tam gdzieś w okolicy w oczekiwaniu na wschód słońca. Wolałbym wykorzystać ten czas na zdjęcia. Jednak prognozy były niezbyt dobre i nie widziałem w związku z tym sensu by zostać. W każdym bądź razie z wypadu i tak jestem zadowolony 😀
babia góra wschód słońca godzina